Blog jako archiwum wydarzeń i przestrzeń wymiany doświadczeń

Niniejsza strona powstały w celu prowadzenia komunikacji związanej z praktyką zazen w ramach sanghi OneDropZen Polska, strona stanowi również platformę archiwizująca informacje o wydarzeniach związanych z praktyką w międzynarodowej grupie ODZ oraz przestrzeń wymiany mądrości i doświadczeń płynących z praktyki. Sekcja Blog pozwala każdej z praktykujących osób na dostęp do artykułów i publikację treści. Jeżeli jesteś zainteresowany tym by podzielić się swoim doświadczeniem czy refleksją w formie artykułu prosimy o kontakt. Twórcą, administratorem strony i treści w niej zawartych jest Seigen Szymon Olbrychowski.
Bieganie jako medytacja: półmaraton jak sesshin

Bieganie jako medytacja: półmaraton jak sesshin

Piątek, Lipiec 25, 2025

Nocne biegi mają w sobie coś niezwykłego. Miasto milknie, ulice pustoszeją, a światła latarni, neonów i reflektorów tworzą niemal mistyczną scenerię. W takich okolicznościach 19 lipca w Szczecinie odbył się 6. Nocny Portowy Maraton Szczeciński – święto biegania, które rokrocznie przyciąga setki entuzjastów długich dystansów.

Tego wieczoru na starcie stanęło 1700 osób. Jednak dla mnie liczyła się tylko jedna – Paulina, moja żona. To miał być nasz pierwszy wspólny półmaraton. Nie planowany tygodniami czy miesiącami. Nie przygotowany starannie rozpisanym planem treningowym. Ale prawdziwy, w pełni przeżyty, w całej swojej nieprzewidywalności.

Nie wiedziałem, że ten bieg stanie się czymś więcej niż tylko sportowym wydarzeniem. Że stanie się moim sesshin w ruchu.

Dwie ścieżki – sportu i zazen

Paulina od zawsze kochała sport. Przez lata była zawodową kolarką – wymagający trening był dla niej codziennością, a determinacja niemal drugą naturą. Ja w tym czasie wchodziłem coraz głębiej w praktykę zen. Kiedy się poznaliśmy, ona właśnie kończyła karierę sportową z powodu kontuzji, a ja rozpoczynałem życie wyciszone, w rytmie siedzenia.

Mieliśmy siebie i swoje pasje. Ja wprowadziłem ją w świat zazen, ona nauczyła mnie wytrwałości sportowca. Jej trener powtarzał: „Cała energia w trening, bez oczekiwania rezultatu”. Mój nauczyciel zen, Shodo Harada Roshi, mówił dokładnie to samo o medytacji. W pełni praktykuj – rezultat sam się pojawi.

W tamtym okresie życie było prostsze. Brak dzieci, mniej obowiązków, dużo wzajemnego zrozumienia. Z czasem jednak wszystko się zmieniło – narodziny syna, później córki, praca, codzienny wir obowiązków. Paulina musiała porzucić kolarstwo – wymagające kilkugodzinnych treningów – i dopiero po latach wróciła do regularnej aktywności, tym razem w formie biegania.

Zainspirował nas przyjaciel, Tomek, który wystartował w triathlonie. Pamiętam, jak w 2012 roku staliśmy z Pauliną przy trasie i kibicowaliśmy mu. On ważył wtedy ponad 90kg, a jednak kończył kolejne kilometry. Pomyślałem wtedy: „Skoro on może, dlaczego ja miałbym nie spróbować?”.

Paulina zaczęła biegać i już po kilku tygodniach wystartowała w swoim pierwszym półmaratonie – z czasem 1:45. Mówiliśmy wtedy, że „mięśnie pamiętają”. Ja próbowałem, ale moje kolano – nadwyrężone latami siedzenia w pełnym lotosie – szybko dało o sobie znać.

Ona biegała dalej. Ja się wycofałem.

Prezent dla Pauliny – i dla mnie

Ponad dziesięć lat później postanowiłem w końcu spróbować biegania – nie z powodu sportowych ambicji, ale z potrzeby serca. Paulina właśnie rozpoczęła kolejną dekadę życia, a poprzedni rok był dla niej jednym z najtrudniejszych w życiu– pełen poczucia krzywdy, słabości, zwątpienia w siebie, dołów i cierpienia. Wiosną odzyskała siebie, narodziła się na nowo. Chciałem jej podarować coś, co byłoby wyrazem mojej wdzięczności za wszystkie lata, kiedy to ona dawała mi przestrzeń na rozwój – w zen, wspinaczce, freedivingu – i zajmowała się „małymi sprawami codzienności”, które wcale nie są takie małe.

Ten półmaraton miał być naszym wspólnym biegiem. Chciałem stanąć obok niej na starcie – po raz pierwszy od ponad dekady czekania.

Nie miałem żadnego przygotowania biegowego, ale mam ogólną dobrą sprawność fizyczną utrzymywaną przez całe życie. Mój fizjoterapeuta jednak odradzał start – prawe kolano nie było w idealnym stanie. Wykonałem tylko dwa testowe biegi – 6 i 12 km – oba z bólem. Ale decyzję już podjąłem.

Tak jak przed sesshin – pojawiły się wątpliwości: Czy dam radę? Czy nie będzie za trudno? Czy jestem gotowy? W zen odpowiedź jest zawsze ta sama: jesteś gotowy tu i teraz.

Wystarczy zrobić pierwszy krok.

Ból, strach i 21 kilometrów uważności

Startowaliśmy ze Stadionu Miejskiego im. Floriana Krygiera. Była prawie północ, miasto spało, a na trasie panował niezwykły nastrój. Pierwsze 7 km przez centrum Szczecina minęło szybko – mijaliśmy Bramę Portową, Filharmonię, Zamek Książąt Pomorskich, Bramę Królewską. Potem trasa prowadziła przez stocznię – monumentalne, industrialne przestrzenie rozświetlone punktowymi światłami wyglądały jak sen.

Ból kolana pojawił się od razu. Towarzyszył mu strach. Ale biegliśmy spokojnie, w tempie 6 min/km, rozmawiając tylko od czasu do czasu. Na 14 kilometrze wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Ból zniknął. Strach zniknął. Zmęczenie zniknęło.

Nie było już „ja” biegnącego „do celu”. Została tylko Ta energia życiowa, jaka jest, tu teraz, tylko rytm kroków, oddychające ciało i ciche światło latarni. Tak jak na poduszce podczas zazen – gdy umysł przestaje się poruszać.

Ostatnie kilometry pokonywaliśmy nawet w tempie 4:30, wyprzedzając setki osób. Paulina, która zwykle traci siły na końcówce, tym razem potrzebowała wsparcia. I po tylu latach mogłem być obok niej, dodać jej sił – jak ona dawała mi przez lata jeszcze więcej. I czułem, jeszcze więcej siły. To magia umysłu. Bodhicitta.

Bieganie jako praktyka uważności

Ten półmaraton nauczył mnie dużo. Doświadczyłem, że bieganie – przy pewnych warunkach tak jak medytacja – jest drogą uważności, może być też drogą rozwoju duchowego.

Nie chodzi o wynik, o czas na mecie. Chodzi o bycie w pełni obecnym w tym, co jest. O oddech, który staje się kompasem, drogą. O akceptację bólu, strachu i zmęczenia – bez ucieczki, bez negocjacji. Ale też ważnym czynnikiem jest oczyszczanie umysłu - odkrycie w tym niezmąconej klarowności - a z nią miłującej dobroci i szczerego, bezwarunkowego szczęścia, wdzięczności. Zachwytu bycia żywym.

W zen często mówimy o „stawianiu życia na linii”. Sesshin – intensywne odosobnienie – jest właśnie tym: stanięciem twarzą w twarz z tym, co jest, bez drogi odwrotu. Ten bieg był dokładnie taki. Nieprzygotowanie biegowe, wątpliwości, ból, strach – wszystkie te uczucia pojawiły się i zniknęły, kiedy przestałem je karmić. W tym doświadczeniu można zobaczyć, doświadczyć, że to nasz umysł stwarza świat z chwili na chwilę i z chwili na chwilę może go przekształcać. Bez rozproszenia i pomieszania możemy nadać życiu czytelny kierunek, wiedząc co jest dla nas najważniejsze. Zmieniając nawet tak pospolitą rzecz jak bieganie w coś ważniejszego niż walka o miejsce, czas czy dystans. W szczególności gdy nie robimy tego tylko dla siebie.

Zen mimo, że ma tak surową twarz i inność nadaną przez japońską, obcą zachodowi kulturę, nie jest jak się wydaje pozornie robieniem czegoś wyjątkowego. W prostym siedzeniu znajduje drogę doświadczenia pełnego przeżywania zwyczajnych chwil. Dokładnie to wydarzyło się dla mnie tamtej nocy w Szczecinie. 21 kilometrów zwyczajnego biegu – który stał się niezwykły, bo był przeżyty całkowicie. I do tego wspólnie... bo jak to powiedział kiedyś Roshi Wojtkowi (który kibicował nam ze swoją rodziną dokładnie na tym zakręcie przy Bramie Portowej ze zdjęcia i sam praktykuje zen i triathlon) "Rodzina jest po to by ją kochać."

A dla mnie kochać to znaczy całkowicie z kimś być.

Tym tekstem chcę podziękować Paulinie, osobom wspomnianym w tym tekście i zainspirować każdego, kto to czyta by nie bał się i spróbował zarówno sesshin jak i dłuższego biegania. Wystarczy chcieć i zrobić pierwszy krok.

Seigen

Szukaj